<title_newspaper=Sztandar Modych> 
<title_article=Czy dzieci znajd to czego pragn?...> 
<author_1=Tadeusz Dziadak>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1954">
<month="6">
<date=1954-06-02>
<period=d>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Pragnienie moje szybko si spenio. W lutym 1952 roku Zarzd Powiatowy ZMP powierzy mi prac etatowego przewodnika druyny w najwikszej szkole w Szczytnie. Nie byo to takie proste jak si z pocztku wydawao. Do druyny poszedem bez adnego przygotowania. Nie znaem nawet struktury organizacji harcerskiej. O przygotowaniu pedagogicznym do pracy z dziemi, nie byo mowy.
Sam uczyem si jeszcze w szkole dla pracujcych. Zdawaem egzaminy maturalne. Ale ju wtedy zdawaem sobie spraw, e z dziemi bd mg dopiero wtedy dobrze pracowa, kiedy je poznam i kiedy one mnie poznaj. Siedziaem wic cae dnie w szkole, rozmawiaem z chopakami, graem z nimi w pik, a wieczorami lczaem nad materiaami szkoleniowymi dla przewodnikw.
*
Trudny to by okres, ale po miesicu mogem miao przystpi do pracy. Zaczem od... Rady Pedagogicznej. I tu wyonia si pierwsza trudno  z wyjtkiem kierownika, nauczyciele nie chcieli zrozumie, e moja praca jest wana, e trzeba mi pomc, e od dobrej pracy druyny zale w duym stopniu wyniki nauczania i wychowania w szkole. Przewodnika uwaali za co poredniego midzy wonym a nauczycielem.
 To chopak przysany z Zarzdu Powiatowego do robienia gazetek i urzdzania wycieczek  mawiali.
Nieatwo byo i z dziemi. W szkole tej dotychczas nie byo przewodnika druyny; druyna nie pracowaa, dzieci traciy zaufanie do niej, nie wierzyy, e zajcia druyny mog by ciekawe.
Na przykad bya taka trjka z pitej klasy: Bogdan Arciszewski, Wadek Laskowski i Heniek Szlus. Chopcy bardzo zdolni, weseli, spryciarze  jak ich nazywalimy. Zauwayem, e trjka ta przewodzi caej grupie chopcw. Po lekcjach zawsze si wymykali i gdzie razem szli.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
